05.10.2019

W odpowiedzi na: Najbardziej irytujące zachowania sprzedawcy.

Dzień dobry!

Długo odkładany przeze mnie post o tym dlaczego sprzedawca jest dzisiaj bardzo irytujący.

W odpowiedzi na post m. in.  Hedonistki i JASON'a HUNT'a , i wielu innych stworzyłam swój własny.


Za chwilę zrozumiecie  każdą osobę wykonującą ten zawód, ale najpierw przeczytajcie do końca.

Po pierwsze już dawno firmy odeszły od dawnego modelu sprzedawca=podawacz, obecnie jeśli chcesz pracować w tym zawodzie musisz SPRZEDAWAĆ, jakkolwiek by to nie wyglądało.
Kilka lat temu praca w sklepie tak nie wyglądała.

Nie będę powoływać się na konkretne firmy, bo nie ma to najmniejszego znaczenia.



Oto zachowania +  moje wytłumaczenie.

1. Chcą abyś kupił więcej niż chcesz.

Sprzedaż opiera się o PLANY, które sprzedawca jako pracownik musi wykonać, czy mu się to podoba czy nie. Przy kasie klient namawiany jest do zakupu wszystkiego co łączy się z jego koszykiem bądź produktów, które dana firma narzuca od hot-doga, po przez maseczkę, skarpetki po reklamówkę włącznie. I mimo, że twierdzisz że nie chcesz zdarza się, że np. 30 % klientów danego dnia zechciało.  Na przestrzeni tygodnia generuje to dodatkowy zysk od kilku tysięcy w górę...

2. Zawsze wcisną zestaw powiększony.

I znów, sytuacja się powtarza ileś osób zechce i złotówki lecą, generuje to zysk dla firmy, a sprzedawca musi wyrobić swój plan.



3. Nie wiedzą co sprzedają.

Wszystko zależy od polityki firmy, w jednej sprzedawca musi zapoznać się z produktami, które proponuje przy kasie bądź na sklepie, a w innej nie ma na to czasu i gada co popadnie.
Sprawa ma się inaczej jeśli chodzi o cały asortyment sklepu. Osobiście kiedyś było to moje utrapienie, ale NIKT nie jest wstanie znać wszystkich produktów, bo tygodniowo mogą być setki, które firma już wycofa ze sprzedaży i setki nowych które w sprzedaż wejdą. Fizycznie nie jest to możliwe, po prostu..
I nie mówię tu o sytuacji, gdy ekspedientka w odzieżowym nie wie co to jest kardigan.. chociaż może szukała jakiejkolwiek pracy, przyjęli ją i jest to jej pierwszy dzień. KAŻDY ma prawo nie wiedzieć (true story).

I widziałam, że są pretensje do kierującego sklepem, ale ten kierujący też ma swoje obowiązki, jest tak samo sprzedawcą jak każdy, też nie ma czasu szkolić.


4. Mogę być grosz dłużna? 

Sprawa w tej kwestii wygląda tak, że to KLIENT wg polskiego PRAWA ma obowiązek mieć ze sobą odliczone pieniądze. Niestety nie każdy o tym wie. Kasa to nie bank. Sprzedawca ma prawo odmówić Wam zrobienia zakupu (w większości przypadków tego nie robi tylko wewnątrz wkur*** się, że ma znowu prosić o ten zasrany grosz...).

Przykład z życia: na 200 klientów danego dnia tylko 2 osoby mają odliczone. Każdy zakup z końcówką XX,99 liczba monet o wartości 1 gr nie rośnie w ciągu dnia... W kasie na drugi dzień zostaje powiedzmy 200,00 zł z tego co dzisiaj uzbieraliśmy, PRZEZ NOC NIE DZIEJE SIĘ MAGIA I GROSZE POTAJEMNIE NIE WSKAKUJĄ DO KASY i rano otwierając kasę na nowo dalej tych groszy nie mamy.

Pytanie do Was dlaczego nie macie odliczonych pieniędzy?? Wiecie co stałoby się w sytuacji gdyby Sprzedawca zapytał o to podczas zakupów klienta? ten zmieszał by go z błotem i wyzwał.. A uwierzcie, że klienci notorycznie krzyczą na sprzedawców o różne rzeczy i nikt nie chce tego znosić. 

Sprzedawca nie ma w obowiązku, dokładać ze swoich, chodzić po innych sklepach i prosić o wymianę banknotu, mało tego sprzedawca jest w pracy i nie może sobie w jej trakcie wychodzić jak mu się podoba. No i wyobraźcie sobie jeśli za każdym razem wychodzi po grosza, a ludzie stoją w kolejce...

Niedawno widziałam zdjęcie pani kasującej zakupy (wyglądało to na biedronkę) i leżące na taśmie grosze z podpisem ''ZEMSTA NA KASJERCE'' czy aby na pewno?? Kasjer musi przyjąć pieniądze, nawet jeśli jest to 100 zł po groszu, musi też je przeliczyć więc efekt tego jest taki, że klient czeka i inni za nim w kolejce też, a KASJER?? ma czas.. :D
(brawo dla geniusza!)

(Z innej beczki, klient płaci 7999,99 i robi mu różnicę ten 1 gr?)

(A i żarty o groszu, że nie może być sprzedawca winny grosza nie są śmieszne, ZAPAMIĘTAJCIE)

4. ''100 zł, nie ma pan drobniej?''

Sytuacja jak wyżej, w kasie może być ograniczona suma pieniędzy (300 zł z reguły) więc jeśli każdy płaci za zakup o wartości 13,99 zł banknotem 200-złotowym, to łatwo policzyć, że dwóch klientów i nie mamy czym wydawać, bez znaczenia czy jest to rano czy po południu, KASA TO NIE MAGICZNA SKRZYNKA w której pieniążki same się wymieniają.

5. ''Co podać?" kiedy dopiero wszedłeś i oglądasz towar. 

To również, zależy od firmy, jeśli wymaga tego od sprzedawcy to ten idzie i pyta. W tej sytuacji sprzedawca mimo, że chciałby dać chwilę na rozejrzenie się, musi podejść, jest z tego rozliczany, jak pewnie zauważyliście w sklepach są kamery, służą nie tylko ochronie przed kradzieżą..
I wracamy do pkt.1 sprzedawca musi sprzedawać, więc musi podejść.

Jedyne co, to konsultant w tej sytuacji może porozmawiać z kolegami, aby po chwili nie atakowali klienta bo ten sobie nie życzy.

(Z drugiej strony czy aż tak ciężko powiedzieć "nie, dziękuję". Podobno mamy problem z mówieniem słowa dziękuję, ale żeby aż tak??? (think))



6. Podają brudną ręką.

Mnie to też irytuje, nie ma na to wytłumaczenia, chyba że akurat nie ma rękawiczek ochronnych, ale raczej z reguły są... 

(Tak samo wygląda sytuacja, gdy spora część ludzi nie myje rąk po wyjściu z toalety mimo, że jest mydło, woda i ręcznik/suszarka.. fuj.. fuj.. fuj.. Na samą myśl robi mi się źle..) = to się nazywa brak higieny osobistej człowieka/pracownika..

7. "Ale już nabiłam".

To żaden problem, można wycofać.

Sytuacja nieco się komplikuje jeśli klient już zapłacił. Wtedy trzeba robić zwrot, nie zawsze jest on mile widziany przez pracodawcę.. Bez znaczenia, że to było omyłkowo.


I uwierzcie mi, że nikt specjalnie nie chce Wam nabić większej ilości sztuk, licząc że nie zauważycie, bo...zauważycie. Istny bez sens! Niepotrzebna sytuacja dla pracownika.

8. PIN i zielony

Niestety tu Was rozczaruje, ludzie zachowują się często jakby nie wiedzieli jak karty się używa, kiedy się nią płaci i kiedy wpisuje się PIN, nic na to nie poradzimy, jakie społeczeństwo, takie wołanie o PIN i zielony. :-)

9.  "Reklamówkę doliczyć ? " mimo, że mamy drobną rzecz wielkości tampona. 


To jest często standard wymagany przez firmę, a bierze się on stąd, że klienci wielokrotnie chcą reklamówkę po zapłaceniu za zakupy, bo jednak nie mają ich gdzie schować.

Firmy rozliczają sprzedawcę z ilości klientów, kwoty sprzedaży na jednego klienta.
W sieciówkach często są też liczniki w bramkach.

10. % PROMOCJE Z KARTĄ %

Taka polityka firmy, aby klient wrócił, i kupił u mnie a nie u konkurencji. To jest budowanie lojalności wobec danej firmy.

Często po założeniu karty klient otrzymuje informacje o aktualnych promocjach i znów powód aby wrócił. Ludzie chętnie korzystają z promocji, więc do dobry chwyt marketingowy.

11. WYMACANE PRODUKTY I BRAK TESTERÓW.

Wymacane produkty, to akurat zachowanie klienta, a nie sprzedawcy.  Zwracając uwagę klientce, że dany produkt to nie tester spotykałam się niejednokrotnie z atakiem, agresją więc sami rozumiecie dlaczego z czasem się tego nie pilnuje.. bo nie ma sensu. Klientki potrafią być na tyle bezczelne, że wyciągają produkty z szuflady.

I moje pytanie w tym momencie: skoro już dany pełnowartościowy produkt został otwarty to dlaczego sięgacie po kolejne??  Któraś z Was samowolnie zrobiła sobie tester, to dlaczego nie korzystacie z tego już otwartego??? A potem same takie mają pretensje.. Nie raz byłam świadkiem.

Brak testerów:


 - bo klienci UKRADLI, tak dobrze widzicie.. Klientki ZJADŁY - też dobrze widzicie, odgryzają       pomadki... fujjjjj..!!

- bo firma nie dała, ciężko mi powiedzieć czy to kwestia firmy jako sklepu czy firmy jako marki danego produktu, ale raczej marki, bo z niektórych firm na bieżąco przyjeżdżają przedstawiciele handlowi i uzupełniają testery, może to wynika z założenia, że niektóre produkty sprzedają się same.
- bo ekspedientki sobie przywłaszczyły - też się zdarza, chociaż w miejscach, w których pracowałam tego nie było, bo była odpowiedzialność za braki inwentaryzacyjne więc nikt nawet o tym nie pomyślał, no i nie można sobie tak po prostu zabrać, to jest zwykła KRADZIEŻ.



A teraz na podsumowanie co mnie denerwuje oprócz tego co Was ;-)

12. NACHALNOŚĆ - tak, mnie też, bo w pracy sprzedawcy są też takie obowiązki jak.. inwentaryzacje (niemalże codziennie), zwroty, raporty, wykładanie towaru (kosmiczne ilości.. z grubą przesadą ze strony logistycznej), ceny... tak wykładanie, a wcześniej ręczne ich wycinanie, układanie produktów pod linijkę wg planu (zajmuje ogromną ilość czasu), sprzątanie półek, podłogi, mycie witryny, rozkładanie towaru, którego klient jednak nie chce i oddaje przy kasie, plus odkładanie produktów, które klient zostawi w innym miejscu na sklepie, to tak w skrócie więc sami widzicie też wolałabym nie podchodzić do klienta... Standardowy dzień pracy  to zrobienie około
10 km, plus dźwiganie, mówienie i w.w.  więc jest co robić i wszystko to na czas, bo PIENIĄDZE, ZYSKI i PIENIĄDZE.. ! ...WIĘCEJ I WIĘCEJ...

13. BRAK KULTURY

Brak szacunku do innych ludzi występuje dzisiaj nagminnie, i tak jak sprzedawcy są nie uprzejmi tak klienci również. Obwinianie pracownika, o rzeczy na które nie ma on wpływu jest straszne... Pracownik na najniższym szczeblu zarabia najmniej, pracuje najciężej (głownie fizycznie), i znosi najwięcej.
Naprawdę sprzedawca nie chce słuchać co klient ma do powiedzenia w danej kwestii, bo na większość rzeczy nie ma wpływu, a już na pewno nie chce słuchać CHAMSKIEGO tonu klienta..
Nie jest to problemem, jeśli klient przyjdzie i wyrazi swoje niezadowolenie z zakupu, chce coś zwrócić czy zareklamować, ale dlaczego zapomina o kulturze, o tym, że bycie miłym i kulturalnym nie jest trudne.. 

I może w tym momencie Wy wytłumaczycie mi, co się dzieje z tymi fajnymi ludźmi, że są aroganccy, niemili itp.. ???




Mam nadzieję, że powyższe nakreśliło Wam jak dzisiaj wygląda sprzedaż i zawód sprzedawcy i będziecie razem ze mną wyrozumiali dla tych ludzi, którzy pracują dla Was, bo jeśli nie oni to kto?? Sami usiądziecie na ich miejscu.

Ja w życiu zawsze jestem wdzięczna, że nie muszę np. pracować w polu, sprzątać w hotelu, być psychiatrą, ginekologiem, marynarzem, policjantem, nauczycielem, i wstaw tu... dowolny zawód, bo ktoś inny robi to za mnie, bo każdy ma swoje miejsce na świecie, a ja nie chciałabym się w którymś z tych przypadków zamienić.













01.08.2018

Co warto zobaczyć w Pradze i tanie noclegi dla każdego


Czas na długo odwlekany wpis o moim wyjedzie do Pragi. Znajdziecie tu kilka praktycznych informacji takich jak koszt noclegu, ceny biletów, atrakcje warte zobaczenia.
Polecę Wam też fajną knajpkę z prawdziwą czeską kuchnią, którą warto odwiedzić.
Miłego czytania..

Nocleg
Wypad do Pragi mieliśmy zaplanowany już wcześniej. Hotelu szukałam na booking.com, jednak ostatecznie zarezerwowałam przez oficjalną stronę Hotelu Císařka. Wyruszyliśmy w piątek 31.07.2015 r. a wracaliśmy w niedzielę 2-ego sierpnia (podaję tutaj datę ponieważ ceny mogły od tego czasu już znacznie się zmienić).
Za dwie doby za dwie osoby zapłaciliśmy 1180,00 .
Nie pamiętam już dokładnie czy to było mailowo, ale otrzymałam potwierdzenie rezerwacji i wpłaty (wszystko w języku czeskim).
Koszt 1 Kč to było około 0,15 gr. Więc na naszą walutę, za noclegi zapłaciliśmy jakieś 45 zł/dobę. Warunki w Hotelu nie były jakieś powalające, pokoje jak u babci jakieś 20 lat temu i wspólne łazienki, niezbyt czysto niestety.. Jednakże z wychodzę z założenia, że najważniejsze są wspomnienia ze zwiedzania, a pokój ma być miejscem do spania. J (przypomniało mi się też, że dostaliśmy pokój inny niż rezerwowaliśmy..)
Hotel Císařka znajduje się nieopodal ulicy Plzeňská i to właśnie z tej ulicy zaczynaliśmy codzienne wypady na miasto, pieszo bądź tramwajem.
Z przystanku Kavalírka jeździliśmy aż do rzeki Wełtawy. Stamtąd kursowało metro, z którego można było już pojechać w najróżniejsze zakątki Pragi.

Widok z okna
U Klikovky 3086/10 | Praha 5, Praga 150 00, Republika Czeska

Zakupy

Po którymś wyjeździe na wakacje, zaczęliśmy zwracać większą uwagę na zbędne wydatki. 
Nikt nie chce na wakacjach stać przy garach to zrozumiałe, ale każdy posiłek na mieście zrujnowałby nasz budżet w mig, a przygotowanie kanapki nie zajmuje już tyle czasu, więc śniadania czy kolacje staraliśmy się jadać  w pokoju, robiąc zakupy w pobliskich sklepach lub przy okazji zwiedzania Pragi w Tesco.
Nieopodal naszego hostelu była super baza wypadowa (ul. Plzeňská), kursowały stamtąd tramwaje,  
z przystanku Kavalirka jeździliśmy aż do rzeki, wysiadaliśmy na przystanku Andel, z którego startowało metro do różnych zakątków Pragi.. J  Koło Andelu był właśnie wspomniany market. Kupiłam wtedy polecaną przez kogoś w internecie czeską Kofolę (– odpowiednik znanej Coli), sama jej nie polecam, była niedobra, ale chęć porównania była silniejsza i się skusiłam..
Za to bardzo tanio można kupić… piwo, oczywiście czeskie. Wybór ogromny za niewielkie pieniądze. Nie kupiłam niczego specjalnego więc temat zakupów na tym zakończę.



Komunikacja (+bilety)

W Pradze jest fajnie zorganizowana i nie trzeba znać języka żeby się w niej połapać. To była pierwsza okazja kiedy mogłam pojechać metrem i miło wspominam, szybko i do celu! W pierwszy dzień zakupiliśmy bilety 24h (110 KC/1os.- na metro/tramwaj/kolejkę), warto przemyśleć tą kwestię bo jeśli mało będziecie korzystać to może bardziej Wam się opłacać zakup 30 minutówki (24K). 
My w kolejnych dniach kupowaliśmy już te krótsze, ponieważ piesze wędrówki są dla nas przyjemnością i można więcej zobaczyć.

Ciekawostką jest to, że bilet służy również do wjazdu kolejką na wzgórze Petrin
a wielu turystów kupowało nowe.

Bilet kasujemy raz, np. przed zjazdem schodami w dół do metra, jest to ważne w razie kontroli przez kanara, aby widniała godzina. Przy kolejce na Petrin pilnowały tego Panie, ale już na stacji metra kasujemy sami, przed białą linią. Szukaliśmy biletów w sklepach, ale nie udało nam się dostać więc polecam zakup w automatach. Z jednym biletomatem mieliśmy pecha, bo akurat się zepsuł, 
ale później kupowaliśmy już na zapas, planując przejazdy wcześniej.




Co warto zobaczyć, gdzie się udać?

Dzień 1
Z Andelu spacerowaliśmy ulicami Stefanikova lub Zborovska. Idąc wzdłuż rzeki podążaliśmy do wejścia na wzgórze Petrin. Gdy już byliśmy na ulicy Ujezd, zatrzymaliśmy się przy pomniku ofiar komunizmu. Idąc dalej dotarliśmy do budynku, przy którym stało wielu ludzi, nalegałam aby zaczekać i intuicja mnie nie zawiodła. Kolejka szybko się zmniejszyła i wszystko sprawnie poszło. Tutaj posłużyliśmy się naszymi 24-godzinnymi biletami.
Po wjeździe na Petrin warto pospacerować po sadach, wejść na wieżę na wzgórzu (wstęp płatny), podziwiać widoki na Pragę.
Następnie wróciliśmy do hostelu odpocząć i popołudniu tego samego dnia wybraliśmy się do Novego Miasta, ponieważ bardzo chciałam je zobaczyć wieczorem. Dotarliśmy do przystanku Mustek, na Plac Wacława. W połowie placu, przy wylocie na ul. Stepanska, znajduje się Pałac Lucerna, do którego warto udać się właśnie wieczorem, by podziwiać wnętrza bez tłumów oraz zrobić kilka zdjęć, np. odwróconego konia. Na wspomnianym wcześniej placu znajduje się pomnik 
św. Wacława oraz Muzeum Narodowe, które wieczorem jest pięknie oświetlone. Wracając warto zrobić sobie spacer do mostu Legii i zobaczyć oświetlony Teatr Narodowy. Tak zakończyliśmy pierwszy dzień.

Atrakcji jest sporo, można również udać się na spektakle, zwiedzić muzeum itp.

Pomnik ofiar komunizmu

 Kolejka na wzgórze Petrin


 wieża na wzgórzu



 pomnik św. Wacława






Dzień 2
Nasze bilety były jeszcze ważne więc wyruszyliśmy do Andelu i następnie na MALA STRANA. Podziwialiśmy Kościół św. Mikołaja i przepiękne budynki, zresztą jak większość w centrum Pragi. Z tego małego placyku pod kościołem ruszyliśmy maleńką uliczką i dotarliśmy do Hotelu Golden Star i ul. Uroz, następnie ul. Pohorelrc gdzie nieopodal znaleźliśmy Cernin Palaca na ul. Loretańskiej. Warto przystanąć przy barokowym kompleksie budynków Loreta, robią wrażenie. Wróciliśmy do ul. Loretańskiej i szliśmy w stronę zamku, minęliśmy po drodze kolumnę św. Trójcy, podążając za tłumem weszliśmy do kompleksu na  Hradczanach. Po wejściu przez bramę główną, na drugim  dziedzińcu znajduje się mapa kompleksu, w budynku przy niej można kupić bilety na zwiedzanie. Wydaliśmy 250KC/os., które obejmowały wstęp na Stary Pałac Królewski, Katedrę św. Wita, Bazylikę św. Jerzego i słynną Złotą Uliczkę. Na bilecie są oznaczenia, od I do X, na jakie atrakcje macie bilet, oraz mini mapka z drugiej strony co gdzie się znajduje. Z murów zamku było widać miasto. Po wyjściu z Hradczanów szliśmy za tłumem w kierunku Mostu Karola. \
o drodze warto zajrzeć do ogrodu Wallenstaina, mało kto tam wędruje, a jest naprawdę pięknie. W drodze na most, jak będziecie na ul. Pod Bruskou to zejdźcie z trasy w prawo w ul. Letenską, tam jest wejście do ogrodu (darmowe). Rozejrzyjcie się dobrze gdy już dotrzecie na miejsce, bo znajduje się tam paw albinos (mam nadzieję, że jeszcze tam jest, bo to jeden z nielicznych na świecie). W ogrodzie jest też budynek Senatu. Po obejrzeniu wróćcie na ul. Letenską i dalej ul. Kalvor do mostu Karola.
Na moście, w pewnym momencie, zobaczycie tłum, przy figurze św. Jana Nepomucena, płaskorzeźba jest mocno wytarta od rąk turystów, którzy wypowiadają tam swoje życzenia.
Po przejściu mostem na drugą stronę, możecie zejść w prawo w pasaż handlowy z pamiątkami i dalej idąc skręćcie w prawo na cypel nad Wełtawą, naprzeciw Muzeum Bedřicha Smetany– by zrobić zdjęcie.
Po napawaniu się pięknymi widokami powróćice do zejścia z mostu i podążajcie za tłumem na Stary Rynek, ul. Karlova aż dotrzecie do Malé náměstí (Stare Miasto) i Staroměstské náměstí. Tam znajduje się wieża zegarowa Pražský orloj. Ustawcie się do niej plecami i idźcie prosto w ul. Železn, a następnie w prawo w ul. Havelská, a tam koniecznie zatrzymajcie się na posiłek w Havelská Koruna.





Kilka zdjęć z ogrodu Wallenstaina:











Senat






 pomnik św. Nepomucena










 Zmiana warty





 Złota Uliczka








 pomnik św. Nepomucena


zegar Orloj

Czeskie jedzenie

Doskonałym miejscem na spróbowanie prawdziwej, czeskiej kuchni jest właśnie Havelská Koruna, przypomina trochę bar mleczny, nieraz trzeba stać w kolejce, ponieważ jest to miejsce niezwykle oblegane przez turystów i miejscowych. Możecie napić się czeskiego piwa, zjeść tradycyjny gulasz, gotowaną kapustę, smażony ser, zasłodzić się czeskimi knedlikami oraz skosztować innych specjałów (menu restauracji znajdziecie tutaj). Aż szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, ale mam nadzieję, że tam jeszcze wrócę.
Niestety jak w większości europejskich miast w Pradze przeważają knajpy z daniami typu fast food, zatem Havelská Koruna wydaje się być idealna, zarówno pod względem wyboru dań jak i cen.

Wracając do zwiedzania…

Na Starym Mieście polecam pospacerować po uliczkach, zejść z głównej trasy większości turystów. Udać się do dzielnicy Josefov (Praga 1), gdzie znajdziecie starą Synagogę Żydowską i cmentarz żydowski, jest naprawdę mroczny.

Inne miejsca warte zobaczenia

Tančící dům (Dancing House), czyli Tańczący dom  Tańczący dom -  awangardowy budynek zaprojektowany przez parę architektów: Vlado Milunića i Franka Gehry'ego. Został zbudowany w 1996 roku, na prawym brzegu Wełtawy w Pradze, w dzielnicy Nové Mĕsto. Jest to biurowiec, na dachu którego znajduje się restauracja z widokiem na miasto. W sezonie wiosennym i letnim można dostrzec tą parę która ,,tańczy. Na pewno wyróżnia się na tle innych budynków. Zdecydowanie ładniej prezentuje się w ciemnościach.






Dzielnica Žižkov (Praga 3) - położona na prawym brzegu Wełtawy, na wschód od centrum miasta. Jej nazwa pochodzi od Jana Žižki i stoczonej przez niego w 1420 roku bitwy o Witkową Górę (źródło Wikipedia). Dzielnica składająca się z czynszowych kamienic zamieszkiwanych przez robotników, biedaków i niegdyś szalonych artystów. Tam zostały napisane prze Jarosława Haszkę „Przygody dobrego wojaka Szwejka”. Znajduje się tam całe mnóstwo knajp i piwiarni. Można się tu zobaczyć prawdziwe, codzienne życie mieszkańców Pragi. Na tle tej części miasta widnieje również stacja telewizyjna.

Vyšehrad – wzgóze będące kiedyś siedzibą czeskich władców.

Zoologická zahrada hl. m. Prahy -  Ogród zoologiczny w Pradze. Wg Wikipedii został założony w roku 1931 z celem "badania zoologii, ochrony przyrody i edukacji społeczeństwa" w dzielnicy Troja w północnej części Pragi.

Ogród botaniczny Praga i szklarnia Fata Morgana - ogród znajduje się w kotlinie, niedaleko rzeki  Wełtawy, nieopodal Pałacu Troja i praskiego ZOO na powierzchni około 50 ha. Do jego najsłynniejszych elementów należy szklarnia Fata Morgana, ale w ogrodzie znajdują się również ekspozycje zewnętrzne, w tym winnica i ogrody japońskie (źródło: http://www.czechtourism.com).
Miejsce w którym można skosztować praskiego wina to winnica św. Klary.

Zamek Troja – barokowy zamek otoczony ogrodami, winnicami, nieopodal ZOO.  Warto zakupić Trojską Kartę Turystyczną, z którą wstęp jest tańszy.

Muzea m.in. Národní technické muzeum - Narodowe Muzeum Techniki, liczne parki, ogrody, galerie sztuki, pomniki i inne.

























 metronom



 rejsy po Wełtawie



Te informacje mogą się przydać

1. W centrum znajdują się fontanny z wodą pitną, więc można zabrać ze sobą butelkę.
2. Darmową mapę Pragi można dostać na stacji metro MUSEUM w punkcie informacji lub w wieży na moście Karola (od strony Mala Strana).
3. Słynne czeskie piwa: Pilsner Urquell, Budwaiser, Kozel, Staropamen, Zlatopramen, Lorec.
4. Markety znajdują się obok stacji ANDEL oraz NARODNI TRIDA.
5. Parkingi w Pradze: nie zostawiać auta w miejscach oznaczonych niebieską linią. Miejsca dla odwiedzających są oznaczone białą, przerywaną linią i płaci się za nie w automatach: ok. 10CZK/dobę (przyjmują 1, 2, 5, 10 i 20 CZK), czynne do ok. 1.00 w nocy.
P+R Skalka I i II, Zilcin I, II, Nove Butovice, Opatov, Chodov, Ladvi, Rajska Zahrada, Cerny Most I, II, Palmovka, Radotin, Nadrazi Holesovice, Bechovice i Depo Hostivar – wszystkie prawie obok stacji metra.
Przy zakupie P+R można kupić dzienny bilet na metro itp. za 80CZK.
Zdecydowanie polecam poruszać się komunikacją miejską.

Schody do metra

       

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...